Isabel Marant pour H&M - od kuchni

Przedwczoraj miałam przyjemność być na otwarciu kolekcji Isabel Marant pour H&M w Galerii Krakowskiej. Tak się składa, że od pół roku pracuję w H&M, mając więc okazję zobaczyć, jak wygląda H&M w dniu premiery kolekcji projektantki, nie wahałam się (na co dzień nie pracuję akurat w tej Galerii).

Nie spodziewałam się jednak, że zobaczę prawdziwe pole walki...

Już wcześniej dochodziły mnie słuchy o tym, jak wygląda taki event. Że kolejki. Że dużo kobiet stoi od wczesnego rana (albo nocy – jak dla mnie opcja stania pod drzwiami od 5.30 zakrawa o noc, zwłaszcza jesienią). Że limitowane, ekskluzywne i drogie. Że czerwony dywan i w ogóle. Ale do rzeczy!

Dzień zaczyna się z pozoru spokojnie. Niewielka grupka zdeterminowanych młodych kobiet stoi pod drzwiami Galerii Krakowskiej,c zekając na sygnał pozwalający im wparować do środka. W międzyczasie dreptam z kilkoma osobami przygotować się do pracy. Dostajemy koszulki (ha! Że niby mnie stać na coś od Isabel Marant, wiecie), było nerwowo, czuć było podekscytowanie, choć na pewno nie było ono większe od zdenerwowania kolejki ciągnącej się daleko poza długość witryny – więcej nie byłam w stanie zobaczyć ze środka. 

Za 5 dziewiąta emocje za szybą sięgały zenitu i gdy otworzyły się drzwi dla pierwszej grupy szczęśliwców, jedyne co mogłam zobaczyć ze swojej perspektywy, to bieg w szpilkach do pierwszego lepszego wieszaka, kojarzący się bardziej z dniem wyprzedaży w Media Markt niż z otwarciem prestiżowej, ekskluzywnej kolekcji dla koneserów mody. Kolejne grupy były wpuszczane co jakiś czas, ale ostatnie osoby z kolejki mogły właściwie liczyć tylko na łaskę osób, którym coś upadło podczas wyścigu do przymierzalni lub tych, które po przymiarce miały na tyle rozumu w głowie, żeby nie kupować czegoś, co im nie pasuje albo jest „zupełnie niepraktyczne” (jak stwierdziła jedna z moich faworytek tego dnia, kupując marynarkę za niebagatelną kwotę 1299 złotych).

Kolejne 2 godziny wyglądały mniej więcej tak, że podczas gdy rachunki na kasie sięgły astronomicznych kwot, inne panie zaciekle walczyły o ostatnie sztuki ubrań. Widziałam jak główny plakat promujący kampanię porusza się dość gwałtownie, co wskazywało na niezłe przepychanki w jego okolicach. Gdzieś w międzyczasie doszły  nas słuchy o wyjątkowo brutalnej wojnie o spodnie, podczas których dwie osoby ciągnęły je w przeciwne storny, soczyście posługując się wyrafinowanymi słowami. Niestety nie przytoczę, bo nie wiem wiele więcej. Słyszałam też z ust klientów o podobnej walce niemal na pięści, tym razem jednak chodziło o sukienkę.
Inni faworyci tego dnia to: pani kupująca 6 (7?) par kozaków (na Allegro możecie je nabyć za jedyne 1600 zł, cena katalogowa: 799) i pani jadąca całą noc z Wrocławia i koczująca pod drzwiami od świtu (a nawet wcześniej, bo świt teraz jest chyba dość późno). Osób, które kupowały hurtowo, było sporo więcej. Na Allegro trafiły już nawet torby, które klienci dostawali do zakupu.

Około 11:00 nie można było liczyć już na nic w standardrowym rozmiarze. A już na pewno nie na rzeczone kozaki. 

Jakiś czas potem podszedł do mnie sympatyczny młody chłopak, pytając, czy w ramach kolekcji były jakieś dodatki np. biżuteria. No tak, były. Tak do 9:30 (otwarcie było o 9:00). Właściwie nie musiałam konczyć zdania, bo gdy zaczęłam mówić, że owszem, były, chłopak wtrącił z uśmiechem krótkie „Rozumiem, dziękuję”. 

Nie piszę tego po to, aby tylko ponabijać się z ludzi biegających jak szaleni i wyrywających sobie ubrania. Rozumiem, że można chcieć mieć ubranie od znanej i szanowanej projektantki. Rozumiem, że może komuś zależeć na posiadaniu czegoś z dobrego materiału i jednocześnie nie płaceniu za to fortuny (ceny większości rzeczy podobne były do tych, które na co dzień królują w Zarze – można sobie zresztą zobaczyć online wszystko i porównać). Jeśli można mieć na lata buty za 700 zł i kogoś  na nie stać, czemu nie? (warto jednak zauważyć, że nie było ani jednej osoby, która kupiła tylko jedną rzecz). Nie codziennie przecież można kupić coś od projektanta w cenie takiej jak w dobrym sklepie obuwniczym, skoro już o butach mowa. A jeśli można mieć koszulkę z lepszego materiału i zapłacić za nią tyle, co w droższej sieciówce, to też - dlaczego nie? Wiele osób, które kupowało ubrania było nieamowicie sympatycznych i nie miało szaleństwa w oczach, ewentualnie żądzy mordu, bo ktoś zwinął im coś sprzed nosa albo zbyt długo zastanawiał się, czy coś kupić, podczas gdy do owej rzeczy tworzyła się już mała kolejka i padały pytania „Kupuje to pani?”. Ale zastanawiam się, skąd takie parcie, które prowadzi do tego, że ludzie zamiast przyjść na zakupy, zobaczyć, przymierzyć i kupić to, co naprawdę im się podoba, rzucają się na ubrania jakby były za darmo (a doskonale wiemy, że nie są) i biorą wszystko jak leci, bo jest „z metką”. Pomijam tu oczywiście osoby, które robią to dla czystego zysku i sprzedają ciuchy jeszcze tego samego dnia 2-3 krotnie drożej (niektórzy sądzą, że to przedsiębiorcze, dla mnie nieco niesmaczne – nie mam lepszego słowa). 

Czy tak bardzo jesteśmy zaślepieni tym, żeby posiadać, że zapominamy jak się zachować?

Nie zrozumcie mnie źle – nie neguję samej idei rzeczy projektanta w sieciówce. Wręcz przeciwnie, uważam to za świetny pomysł. Umożliwić osobom, które na co dzień nie mają dostępu do takich ciuchów nabyć je i to w dość atrakcyjnej (mimo wszystko) cenie – naprawdę dobre posunięcie i miły ukłon w stronę „normalnych” osób czyt. nie celebrytów itd. Sama, gdybym miała możliwość, nabyłabym coś, bo to inwestycja (chociaż może w moim przypadku zostałabym przy czymś za 300, nie za 800 złotych:) Niestety większości rzeczy nie zdołałam zobaczyć na żywo, więc nie podam konkretów, co było moim faworytem). Szkoda tylko, że niektórzy nie potrafią docenić takiego eventu i dzieje się to, co się dzieje. Mam nadzieję, że przy kolejnej okazji uda mi się coś kupić (o ile będzie kolekcja w moim stylu) i jednocześnie nie odnieść obrażeń - psychicznych i fizycznych :)

(Jeśli chcecie ocenić samą kolekcję, to możecie zobaczyć ją na stronie H&M)

Bernadetta

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Żyj Pełniej © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka