Blogowy powrót do przeszłości


Bloger. Słowo obecnie na czasie, jako że blogosfera przestaje być traktowana jako obszar dzielenia się swoim życiem tylko dla grona przyjaciół, a staje się zawodem. Staje się środkiem do przekazywania opinii, wpływu na ludzi, szerzenia wiedzy. Czymś więcej niż wirtualnym pamiętnikiem, jak to kiedyś było. To wszystko mnie bardzo cieszy i z dużym zapałem przeglądam kilka blogów z ciekawą treścią i estetyczną oprawą. Sama mam nadzieję w przyszłości blogiem coś reprezentować, ale teraz już wiem – z obserwacji, bo samej brakło mi jak dotąd wytrwałości – że prowadzenie bloga to często wieloletnia praca nad ukształtowaniem własnego wizerunku, opinii i szkolenia warsztatu pisarskiego. Ale dziś nie o tym...

Cofnijmy się do roku 2002. Jestem w VI klasie szkoły podstawowej. Zaczynam odkrywać blogosferę w wymiarze zupełnie innym niż obecnie. Zakładam bloga. Potem drugiego. I trzeciego... (czy wspominałam o braku wytrwałości?). No ale przyznajcie. Kto z was nie zatracił się w blogowym światku jako nastolatek? W czasach, gdy dzieci nie miały telefonów, a i dostęp do Internetu był czymś wow? Oto subiektywny zbiór platform, z którymi na pewno także się zetknęliście, jeśli bawiliście się w pisanie blogów:

Tenbit.pl – ach, co to były za czasy! Kto nie miał bloga z oceną innych blogów albo chociaż do robienia Dollsów, gifów czy obrazków z napisami, ten powinien się wstydzić. Obowiązkowe były też ruchome linki w menu i dużo dziwnych dodatków do tekstu jak np. ...:::Mój dzisiejszy dzień:::..., a w wersji hardkorowej ...MóJ dZ!onEk... =*. Co prawda ja na tamten czas posługiwałam się takimi pseudonimami jak cichapoetka (chyba wcześnie rozpoczęłam nastoletni Weltschmerz. W pakiecie obrazki typu fallen angel), choć nie brakowało takich kwiatków jak blog po angielsku albo rzeczone dollsy. Ale ile dawało to radości! To chyba mniej więcej też czas pionowych opisów na Gadu-Gadu, którego zresztą do niedawna używałam. Obecnie używam innego komunikatora, ale na numerze GG z podstawówki, taki ze mnie dinozaur.

Swoją drogą jak już napisałam posta to zaczęłam szukać jakichś grafik do zilustrowania go i odkryłam, że Tenbit nie istnieje od maja 2012 roku. Widać, że słaby jeszcze ze mnie bloger, nie zrobiłam riserczu. Nieważne. W każdym razie za to za „moich” czasów unikalna liczba użytkowników wynosiła 700 tysięcy.

Blog.pl – platforma dla bogaczy. Nie pamiętam, o co dokładnie chodziło, ale świta mi w głowie, że za moich czasów za bloga na blog.pl trzeba było zapłacić. Nie mogłam sobie pozwolić na coś takiego, a zresztą miałam poważniejsze wydatki jak lody Lulki za 50 gr. Wzdychałam więc tylko do ładniejszych i poważniejszych blogów prowadzonych przez znajomych, a sama musiałam zadowolić się mylogiem. Tu jednak nie zabawiłam długo, bo po stworzeniu bloga o wdzięcznej nazwie „inferno” (o co mi chodziło?) przeniosłam się na mbloga.


No właśnie... mblog. Po erze miliona blogów o dziwnych nazwach, z których większości na szczęście nie pamiętam, zadomowiłam się na kilka lat właśnie tutaj. Poznałam też inne osoby mające blogi (jakoś nie pamiętam, żeby ktokolwiek nazywał siebie blogerem – mówiło się raczej o prowadzeniu bloga) np. z opowiadaniami. Kto nie zaczytywał się w alternatywnej wersji Harry’ego Pottera? Albo opowieści o wampirach sprzed ery „Zmierzchu”? Sama zajmowałam się raczej spontanicznym uzewnętrznianiem się w formie różnej (np. wierszy), co zresztą przychodziło mi o wiele łatwiej przed studiowaniem psychologii...:) Sporo tekstów udało mi się odzyskać po tym, jak mblog skasował bloga po długim okresie nielogowania się, więc może kiedyś się nimi podzielę.
(Był też blog Onetu, ale w ogóle nie wiedziałam, o co tam chodzi i szybko dałam sobie spokój.)

Dlaczego postanowiłam wspomnieć o blogach na blogu? Może właśnie dlatego, że gdzieś ta moja przygoda z pisaniem zaczęła się dawno temu, choć wtedy oczywiście miałam inne motywacje niż dziś. Z pewnym rozrzewnieniem wspominam też wszystko, co łączy mnie z dzieciństwem niby oderwanym od nowoczesnych technologii, a jednak gdzieś już go dotykającym. Telefonu nie miałam, a jak rodzice pozwolili mi skorzystać z ich wspólnego, to było wielkie święto, a każdy znak kosztował, więc nie robiło się spacji, tylko zaczynało każde słowo z wielkiej litery. W tym kontekście pisanie na blogu to była prawdziwa rozpusta! Jest to zresztą zupełnie inny wymiar mojego dzieciństwa, które w równie dużym stopniu, co z wiecznym pisaniem, kojarzy mi się z sielskimi wakacjami na wsi. Ale o tym, czym były dla mnie wakacje, gdy byłam dzieckiem, może w innym poście.


W międzyczasie dajcie znać: kiedy zetknęliście się z blogosferą? Może sami mieliście, jak ja, blogi dziwnej treści? Z czym Wam kojarzy się Internet z początku lat 2000?:)

Udostępnij ten post

2 komentarze :

  1. Benia,

    chyba chodziło Ci o lody Lulki, Lolki to już co innego :)

    OdpowiedzUsuń

Żyj Pełniej © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka