Ida.

Droga, zapewne garstko, obecnych!

Dawno nie czułam weny i czegoś, co nazywałam kiedyś przymusem napisania. Dziś stało się święto, więc dzielę się z Wami przemyśleniami nt. "Idy".


film Ida, recenzja, przemyślenia o Idzie



Właśnie obejrzałam "Idę". Trochę z opóźnieniem, choć zabierałam się za to od dłuższego czasu. Mojej uwadze nie mogły też ujść komentarze po otrzymaniu przez film Oscara o "antypolskim paszkwilu", "filmie, który zakłamuje historię" i innego typu "Nie chcemy tej nagrody!". To jeszcze bardziej zachęciło mnie do obejrzenia filmu i choć bardzo nie lubię uprzedzać się recenzjami, komentarzami czy, nie daj Boże, trailerami (w większości przypadków zdradzających zdecydowanie za dużą część fabuły), w tym przypadku to właśnie one przyspieszyły decyzję o obejrzeniu "Idy". Chciałam sobie wyrobić własne zdanie, zobaczyć w końcu to kontrowersyjne dzieło i sprawdzić, na ile zbiorowa panika ludzi, którzy nazywają siebie patriotami, jest uzasadniona i na ile nagroda, w moim odczuciu, zasłużona.

Trzeba przyznać, że film zachwyca w pierwszej kolejności formą. W ostatnim czasie inny obraz, który wywarł  na mnie spore wrażenie w tej kwestii, był "Grand Budapest Hotel", choć oczywiście estetyka filmu jest zupełnie odmienna - kolorowa, wręcz cukierkowa i starannie dopracowana. Dopracowania nie można też odmówić "Idzie", choć w innym względzie: przede wszystkim wspaniałych kadrów, zatrzymania w obrazie chwil z ciekawszej perspektywy. Chociażby scena, gdy Wanda i Ida odwiedzają starego Szymona w szpitalu - Wanda zadając mu pytania, oczy ma skierowane w dół. Nie widzimy jednak jej ust. Kadr jest "ucięty". Możemy czytać z tonu jej głosu, patrzeć na rzęsy - i to zupełnie wystarcza. Jest niedopowiedziane, a jednocześnie wspaniale... pełne. Dawno się nie dzieliłam odczuciami na temat filmu, więc być może wyszłam nieco z wprawy z określaniu, co we mnie wzbudza, jednak mam nadzieję, że osoby, które są po podobnie dużym wrażeniem obrazu jak ja, zrozumieją, o co chodzi.

Także monochromatyczność filmu zasługuje na osoby komentarz. Jest minimalistycznie, bardzo surowo - barwy jakby odzwierciedlały pustkę klasztoru, w którym wychowała się Ida, ale jednocześnie tę pustkę wzmacnia. Podkreśla też smutek, który według mnie w całym filmie dominuje i jest jedną z jego osi, przynajmniej jeżeli chodzi o emocje, a niekoniecznie samą fabułę. Poza tym... jest coś magicznego w oglądaniu filmu czarno-białego, tak jakbyśmy sami się mieli przenieść do rodzinnych, starych fotografii oglądanych przez Wandę czy Idę.

Przejdę może do nieszczęsnego wątku historycznego. Zaraz po oscarowej Gali Sieć została momentalnie zalana komentarzami nt. "Idy". I to komentarzami bardzo skrajnymi. Przewijały się, w głównej mierze, gratulacje i ogromna radość lub też oburzenie. Sama postanowiłam wstrzymać się z entuzjazmem, biorąc też pod uwagę to, że wybory Akademii nie zawsze pokrywają się z tym, co ja uznałabym za naprawdę dobre. Wikipedia czy Filmweb bardzo skrótowo opisują fabułę filmu i być może bardzo dobrze. Przyznam szczerze, że wolałabym obejrzeć "Idę" nawet bez tego skromnego opisu, ale cóż... stało się. Oglądając więc film ciągle miałam w głowie najbardziej wyraziste komentarze nt. antypolskości filmu. I doszłam do wniosku... że te komentarze są bezpodstawne.

W filmie przenosimy się na polską wieś lat 60. Od wojny minęło może ok. 20 lat - tak naprawdę bardzo niewiele. Rany prawdopodobnie są wciąż żywe, a losy zaginionych Żydów - owiane tajemnicą. Dla niektórych chyba niespodzianką okazało się to, że - niesamowite - to nie tylko Niemcy Żydów zabijali. Nie tylko Niemcy byli oprawcami. Wśród różnych opinii przeczytałam m. in.  że film zakłamuje historię i sprawi, że "teraz to już wszyscy będą myśleć, że to Polacy zabijali Żydów podczas wojny" lub "Niemcy to się muszą cieszyć". Polacy zabijali Żydów. Inne nacje też. To nie zmienia faktu, że Niemcy, a raczej naziści, byli za wojnę odpowiedzialni i w głównej mierze zajmowali się eksterminacją Żydów (zresztą nie tylko ich). Ludziom, którym wydaje się, że jeden, bardzo dobry, ale jeden doceniony na świecie film sprawi, że ludzie nagle zapomną, kto za Holocaust był w pierwszej kolejności odpowiedzialny, muszą być bardzo naiwni. Zresztą doniesienia o tym, że kolejna zagraniczna gazeta napisała o "polskich obozach koncentracyjnych" pojawiały się na długo przed powstaniem "Idy". Niewiedza i ignorancja obecne były wcześniej i nie uważam, żeby "Ida" miała coś zmienić w tym względzie. Bo "Ida" nie jest filmem dokumentalnym, ani nawet w pełni historycznym. Ale mogłaby zmienić coś w Polakach, którzy bywają świetnymi sędziami innych prócz samych siebie.

Sama pochodzę ze wsi. Co prawda od dziecka mieszkam w Krakowie, ale wakacje spędzałam na wsi, a moja mama i dziadkowie spędzili tam większość lub całe życie. Babcię często pytałam o wojnę i o to, jak to wyglądało, gdy do wsi weszli Niemcy, co się działo w PRL itd. Moja babcia wprawdzie była dość małą dziewczynką, ale sama, będąc starszą, słyszała różne opowieści np. o mężczyznach ze wsi, wywożących gdzieś Żydów. Co się z nimi stało? Tajemnicą poliszynela jest to, że podczas wojny przeciętni ludzie potrafią dokonywać straszych rzeczy. Tutaj wkrada się trochę moja dziedzina, psychologia, jako nauka, której znajomość przydałaby się co poniektórym. W filmie poznajemy kawałeczek historii. Mały wycinek tego, co działo się na polskich wsiach w mniejszym bądź większym zakresie.

Łatwo jest osądzać. Łatwo widzieć moralność w czarno-białych kategoriach - to nas chroni przed przyznaniem, że sami moglibyśmy zrobić coś strasznego w niesprzyjających okolicznościach, np. wojny, i chroni narodową tożsamość, jeśli odnieść się do wyrazów oburzenia, o których wspomniałam wcześniej. Ja trochę dość mam polskiej martyrologii i bohaterstwa i/lub bycia ofiarą. Mamy jako kraj za sobą kawał historii, to prawda. Nie zmienia to jednak faktu, że naród tworzą ludzie. Ludzie, którzy mieszkali na wsiach podczas wojny. Ludzie, którzy ryzykowali życie, chroniąc Żydów i ludzie, którzy w chwili strachu wybrali życie własnej rodziny. Łatwo jest też mówić z obecnej perspektywy: Ja bym tak nigdy nie zrobił. Poza tym, co jest antypolskiego w przyznawaniu się do błędów? To nie jest antypolskie. To jest ludzkie. Wojna mogła wydobyć z ludzi to, co najgorsze. I to robiła. Nikt przy tym nie zaprzecza, że byli Polacy bohaterscy, chroniący Żydów, walczący za Ojczyznę z prawdziwym honorem. To się po prostu, niestety, nie wyklucza.

Ostatnia kwestia, która przewijała się w niepochlebnych komentarzach, dotyczyła inspiracji postaci Wandy Heleną Wolińską-Brus, polską działaczką komunistyczną i sędziną. Nie mogę powiedzieć, że znam się na historii, ale z krótkiego przeglądnięcia kilki informacji na jej temat i porównaniu tego z filmem wynikałoby, że jest to naprawdę jedynie inspiracja, w której nie ma nic złego. Filmowa Wanda przeżywa rozterki dotyczące jej pracy i pochodzenia, powoli odkrywa bolesną przeszłość swojej rodziny, a w efekcie - popełnia samobójstwo. Nie znam historii Heleny, ale wystarczy popatrzyć na datę jej śmieci - 2008 r. Ponoć też nie przyznała się nigdy do zbrodni, za które była oskarżana. Z kolei postać Wandy wydaje się tragiczna i na tyle przytłoczona pustką swojego życia, że w końcu postanawia się go pozbawić. (Na marginesie: Kulesza jest absolutnie świetna w roli Wandy)

Nie chcę robić z tego posta epopei, choć i tak wyszedł już całkiem długi. Powstał jednak z refleksji nad "świętym oburzeniem" i odpornością na niewygodną prawdę. Dla mnie to pełen refleksji, ale też smutku film o poszukiwaniu własnej tożsamości w kontekście historycznym. Nie film o historii, choć niewątpliwie stanowi jego ważny element. Film jest o tytułowej Idzie, poszukującej prawdy i samej siebie.

Mnie wyróżnienie "Idy" cieszy. Daleka jednak jestem od nadmiernego entuzjazmu. Miło, że film został doceniony za granicą, bo jest zupełnie nietuzinkowy.  

A jakie odczucia Wam towarzyszyły?

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Żyj Pełniej © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka