Co kryje się w szufladzie?



Mój pokój kryje wiele zagadek. Głównie dlatego, że jestem okropnym zbieraczem i mimo walki z nawykiem „Może To Się Kiedyś Przyda” nadal mam o wiele za dużo różnego rodzaju rzeczy. Z tego powodu średnio raz na rok robię solidne porządki w papierach i zawsze – naprawdę, zawsze – wynoszę z pokoju co najmniej jeden wór śmieci. Najgorzej pod tym względem jest z ubraniami, które przecież na pewno się przydadzą. Przecież można w tym chodzić po domu.

Nie.

Wczoraj w przypływie motywacji i słońca za oknem (a jest to towar deficytowy ostatnio) przystąpiłam do pierwszego etapu wiosennego sprzątania. Z parapetu wyjechało wielkie pudło, a jego miejsce zajęło minidrzewko (zabijcie mnie, ale nie mam pojęcia, jak się ta roślinka nazywa). Książki wróciły na swoje miejsca. Przejrzałam szafę i obfotografowałam ubrania na sprzedaż. Potem pochowałam je do siatek, żeby przypadkiem nie odłożyć ich w miejsce – oczywiście nieużywanych – Rzeczy Po Domu. Nie zdążyłam ogarnąć choćby połowy pokoju, a uzganiałam już połowę pudełka pełnego różnego rodzaju staroci.


 Przy tej okazji otworzyłam Szufladę. Szuflada to magiczne miejsce, w którym zbieraczy nałóg ma swój finał, w tym jednak przypadku mówimy o jego pozytywnym aspekcie. W szale sprzątania bez pardonu wyrzucałam stare okulary, pęknięte nożyczki czy buty. A tu mogłam się zatrzymać. Przy tej okazji muszę wspomnieć, że Szuflada to taki skrót myślowy – rzeczy w ramach organizowania przestrzeni powędrowały w inne miejsce, ale przez lata spoczywały w tym samym i jakoś dziwnie przestawić się na „pudełko”.


Pozytywne zbieranie

Od kiedy pamiętam lubiłam zachowywać różnego rodzaju drobiazgi, np. kartki urodzinowe. Gdy byłam młodsza, wraz z najbliższymi koleżankami obdarowywałyśmy się kartkami także bez okazji. Niektóre wykonywane były własnoręcznie, a zdecydowanym hitem dla bogaczy były kartki z Sheep World. Tradycja obdarowywania kartkami bliskich została mi do dziś, choć nie wysyłam już ich pocztą, jak to dawniej (lub drzewiej - co za piękne słowo!) bywało. W zeszłym roku samodzielnie zrobiłam proste kartki świąteczne i chyba więcej radości sprawiło mi ich wykonywanie niż obdarowanemu ich otrzymanie. Nawiązując dalej do Szuflady, kartek przez lata uzbierało mi się wiele. Mam ich cały stosik, choć gdy przybywało mi lat, kartek było coraz mniej. Być może dlatego mam taki sentyment do tych, które dostałam jeszcze w podstawówce czy w gimnazjum. Był to zresztą czas, gdy urodziny się zapamiętywało lub zapisywało gdzieś (żadnych przypominaczy na fejsie), dlatego życzenia wydawały się jakieś bardziej osobiste. No, można było też sprawdzić datę urodzin w Pele-Mele, ale nie każdy dostępował zaszczytu wpisu do niego. Niestety, moje Pele-Mele zaginęło, ale nadal w szufladzie spoczywają dwa pamiętniki, których treści pozwolę sobie nie przytoczyć, żeby nie spalić się ze wstydu:)


 Zapamiętywanie miejsc


Prócz kartek jestem też zbieraczem wszelkiego rodzaju pamiątek, które mają przywodzić na myśl miejsca, które odwiedziłam. Nie jestem typem podróżnika, więc nie ma tego aż tak wiele, ale lubię pielęgnować w sobie pamięć o nawet małych wypadach. Zatrzymuję więc co ciekawsze bilety z danego miasta albo opaskę z festiwalu. No i oczywiście kartki z widoczkami. Zresztą, kto by to wszystko spamiętał! Mam wrażenie, że za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat takie małe pamiątki będą jeszcze większym skarbem.

Pisanie

Od kiedy pamiętam, bardzo lubiłam pisać. Być może wydaje się to zaskakujące w kontekście mojego borykania się z brakiem postów w ostatnim czasie (ekhm, roku...), ale w przeszłości pisałam bardzo dużo. Praktycznie codziennie. Jako nastolatka pisałam głównie wiersze. Większość z nich lepiej jednak schować na dnie szuflady, ale niektóre do dziś mnie poruszają, przypominając kontekst, w jakim powstały. Pisałam też różne krótkie teksty, skupione głównie na moich przeżyciach. Nastoletni egocentryzm zobowiązuje! Ale mówiąc tak całkiem serio, to pisanie było dla mnie swego rodzaju terapią. Teraz fajnie jest spojrzeć na stare zapiski z perspektywy czasu i unaocznić sobie swoją zmianę i to, jakie się poczyniło postępy. Albo się chociaż z siebie pośmiać. W końcu wtedy wszystko było bardzo serio.
Moje własne pisanie było jednym z elementów mojej fascynacji słowem i twórczością pisaną w ogóle. W Szufladzie mam też notatniki, gdzie zapisywałam różnego rodzaju cytaty – z książek, wierszy, zasłyszane w piosence. Ramka po prawej stronie z Myślą Tygodnia jest trochę odbiciem tamtej tradycji.



Są rzeczy, które można sprzedać czy wyrzucić. Są też takie, których zatrzymanie i przeglądanie co roku sprawia dużo radości i wzruszenia. Zapewne jak tylko się ociepli będę kontynuować przetrzepywanie szuflad i dotrę do większej ilości przypominaczy przeszłości i już się nie mogę doczekać!


A jak u Was? Macie swoje skrytki z rzeczami przypominającymi dzieciństwo? Zatrzymujecie je, czy może wszystko trzymacie w głowach? Podzielcie się : )

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Żyj Pełniej © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka