Porządki, porządki.


Dbanie o własną przestrzeń, w sensie także dosłownym, jest dla mnie ogromnie ważne. Nie jestem wprawdzie pedantyczna, ale lubię mieć względny porządek i wiedzieć co i gdzie trzymam. Jest to pewien sposób na higienę psychiczną - w uporządkowanym pokoju lepiej się spędza czas czy pracuje. Jest po prostu przyjemniej. 
Należę do tej części osób, która uaktywnia się wraz ze wzrostem temperatury. Polski klimat chyba nie jest dla mnie, bo gdy jest zimno to do sprzątania może zmusić mnie jedynie poczucie obowiązku (już naprawdę jest źle, jeśli chodzi o ilość kurzu) lub sesja - a ten drugi „motywator” niedługo się zakończy (hasztag starość), trzebaby więc przestawić się na inny styl zarządzania swoją przestrzenią. Póki co styl mam standardowy – idzie wiosna, idą zmiany, więc ochoczo zabieram się za porządkowanie rzeczy w pokoju. Tym razem trochę o ciuchach.

Jak pewnie niektórzy wiedzą, w przeszłości byłam „szafiarką”. Jak to piszę to aż mi słabo, bo nigdy nie lubiłam tego słowa, ale też nigdy nie prowadziłam czegoś, co można by nazwać blogiem modowym (kolejne okropnie brzmiące słowo). Można więc powiedzieć, że miałam bloga o ciuchach. W każdym razie z tamtych czasów zostało mi robienie zdjęć (nadal lubię uwieczniać, co na sobie mam i być może w przyszłości pojawią się tu posty tego typu, choć na pewno nie z taką częstotliwością i ilością różnego rodzaju ujęć jak kiedyś), chęć wyglądania dobrze, przynajmniej w swoim odczuciu i... góra niepotrzebnych ubrań. Przez ponad rok pracowałam też w H&M, co oznaczało nie tylko styczność z najnowszymi ciuchami na bieżąco, ale też pracowniczą zniżkę, z której często korzystałam. Prócz tego, trochę wcześniej, byłam maniaczką chodzenia po lumpeksach, tanich rzeczy z Chin i zakupów rzeczy z drugiej ręki w internecie. Teraz w o wiele mniejszym zakresie kupuję rzeczy i staram się nie ulegać, jak kiedyś, chwilowym zachciankom. 

Postanowiłam więc przeprowadzić czyszczenie szafy, co okazało się trudniejsze niż myślałam, gdyż jak się okazuje:
a). mam o wiele więcej rzeczy niż potrzebuję
b). mój styl się zmienił, więc mam sporo rzeczy, które są w dobrym stanie, a w których już jednak nie chodzę. W efekcie mam dużo ubrań, ale dużej ich części nie noszę.
c). sprzątanie domu spowodowało, że dotarłam do rzeczy, o których istnieniu zapomniałam. 
d). mój nawyk chomikowania powoduje, że mam sporo rzeczy w gruncie rzeczy mających ładnych kilka lat i nie pozbywam się ich tylko z jakiegoś poczucia sentymentu (czyt. sweter z podstawówki. No nie umiem się go pozbyć!)

Postanowiłam przybrać strategię – być może komuś z was również się ona przyda. 

1. „Czyszczenie” szafy dzielę na etapy. Jednego dnia zajmuję się np. szafą z wieszakami, drugiego dnia – podkoszulkami, bo jest ich najwięcej, osobno przeglądam buty. Dzięki temu unikam chaosu i góry ubrań piętrzących się na środku pokoju. W przeszłości lubiłam porządkować rzeczy „z doskoku”, więc dosłownie tonęłam w nich i cały proces zajmował o wiele za dużo czasu.

2. Każdą rzeczy fotografuję w przyzwoitym świetle, nawet jeśli nie jestem pewna, czy chcę ją sprzedać. Wielokrotnie w przeszłości przeglądając szafę trafiałam na jakiś ciuch, który „może jeszcze założę”, nie robiłam mu więc zdjęcia, a w efekcie przeleżał w szafie kolejne kilka miesięcy. Ja z kolei zapomniałam o nim kompletnie, bo nie miałam na dysku zdjęcia w folderze z ciuchami na sprzedaż.

zwykle robię zdjęcia w powyższy sposób. no dobra, jest trochę krzywo, wiem.

3. Prócz tego, że dzielę sprawdzanie zakamarków mojego pokoju na etapy, powtarzam praktycznie  każdy z nich. Wiąże się to trochę z poprzednim punktem – przeglądam coś, zostawiam, bo „może jednak się przyda”, ale dzięki powtórzeniu przeglądania nie budzę się za rok z nieużywaną w ogóle sukienką, tylko wyłapuję ją po kilku dniach.

4. Staram się podejmować decyzję co do użyteczności danego ciucha szybko. Pierwsza myśl – najlepsza. Jeśli nie jestem do czegoś przekonana, natychmiast odkładam to na stertę rzeczy do obfotografowania. Podobną zasadą zaczęłam kierować się podczas zakupów. Podczas gdy wcześniej często łapałam się na tym, że kupowałam ubrania, które nie leżały na mnie najlepiej, bo np. nie były w moim rozmiarze albo na mnie wyglądały gorzej niż na wieszaku, obecnie kieruję się zasadą „jeśli czujesz się w czymś dobrze, to jest ok”. Staram się eliminować niepewność z zakupów i z szafy, chociaż nadal nie jest to superłatwe.

5. Kiedy ostatnio to nosiłam? Ta zasada nie sprawdza się do końca z prostego powodu – są ubrania, które nosi się sezonowo, pogoda w Polsce potrafi zaskoczyć i mam też ciuchy, które nosi się tylko na specjalne okazje. Być może bardziej trafne jest tutaj określenie w jakiś sposób, jak często noszę daną rzecz i ocena czy aby na pewno tego czy tamtego potrzebuję.

6. Układam w głowie listy rzeczy, które miałyby stanowić bazę dla mojej garderoby. Tym sposobem jeśli znajdę coś naprawdę odstającego od mojego stylu, bez łez się tego pozbywam. Niby fajne, nawet ładne... ale jeśli do mnie nie pasuje, raczej staram się tego pozbyć. W ogóle kwestia tworzenia własnej garderoby to temat jeszcze dla mnie niezbadany do końca, bo mój styl nie jest całkiem sprecyzowany, ale myślę, że jeśli ma się w głowie jakąś wizję tego, jak się chce na co dzień wyglądać to porządki będą znacznie łatwiejsze. Mam też chrapkę na książkę Styledigger, która niebawem ma trafić do księgarni, w której ponoć porusza temat kompletowania garderoby w sposób przemyślany i zgodny z sobą.

7. I na koniec: wszystkie odłożone rzeczy wkładam do pudełek albo grubych reklamówek i kładę w łatwo dostępnym miejscu. Nie odkładam ich z powrotem na półkę, gdzie zaraz wymieszałyby się z ciuchami, które noszę, ale też nie chowam na dno szafy, gdzie nikt nie zaglądał od lat (chyba w każdym domu są takie zakamarki). Dobrze jest mieć do rzeczy szybki dostęp – w końcu część z nich być może sprzedam – ale też dobrze, by przypominały one o sobie na bieżąco, jeśli z jakiegoś powodu nie zabiorę się za opisywanie rzeczy od razu. Mnie to motywuje do działania, bo przecież pudełko też zajmuje potrzebne miejsce.


A wy? Jak radzicie sobie z nadmiarem ubrań czy innych rzeczy? Macie swoje sposoby?


Przy okazji pytanie do Krakowa: znacie jakieś miejsca, organizacje czy instytucje, gdzie można oddać ciuchy dla potrzebujących albo komisy, gdzie można je sprzedać?

Benia.

Udostępnij ten post

1 komentarz :

  1. Fundacja Stawiamy na Łapy przyjmuje ciuchy i różne różności, które potem odsprzedaje na potrzeby swoich kocich podopiecznych albo na stacjonarnych kiermaszach https://www.facebook.com/events/421857901320755/ albo facebookowych https://www.facebook.com/events/1571218863127089/1585711718344470/

    OdpowiedzUsuń

Żyj Pełniej © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka