Wybory - świadome czy na odczep się?




Post nie będzie o polityce, choć będzie jej dotyczył. Będzie bardziej o psychologii i o tym, co wpływa na nasze decyzje – w tym wyborcze. Wydaje mi się to temat szczególnie ważny w kontekście nadchodzących wyborów. A dla zainteresowanych psychologią będzie trochę mądrych nazw i tego jak to przekłada się na rzeczywistość.
Jeszcze kilka lat temu nie byłam zainteresowana polityką. W ogóle. Byłam jedną z osób, które wybierają brak wiedzy, by mieć spokój. A potem dziwią się, że w Polsce jest jak jest... Z pomocą przyszedł mój chłopak, który przez wiele miesięcy cierpliwie namawiał mnie na obejrzenie jakiegoś programu publicystycznego czy przeczytanie artykułu. Zachęcił mnie do sięgnięcia po wiele źródeł i pokazał, że nie trzeba, a nawet nie powinno się, śledzić newsów w telewizji, a można samodzielnie wyszukać ciekawe materiały warte uwagi. Wyczulił mnie na manipulacje i zachęcił do podejmowania dyskusji. Uświadomiłam też sobie, że ok, jestem młoda i wydaje mi się, że wiele rzeczy mnie wciąż nie dotyczy, ale tak nie jest. Nawet jeśli teraz mocno nie odczuwam skutków prowadzonej polityki na sobie, to za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat tak będzie. 

Niestety nie każdy ma tyle cierpliwości, co on i nie każdy, jak ja, ma umiejętność posypania głowy popiołem i przyznania się do bycia mało odpowiedzialnym obywatelem w przeszłości. Teraz, gdy jestem trochę bardziej na bieżąco, choć zdecydowanie nie mogę chwalić się dużą wiedzą, sama zachęcam znajomych, żeby zainteresowali się tematem i pomyśleli, czy za „Nie idę na wybory, bo nic to nie zmieni” albo „Przecież nie ma na kogo zagłosować” nie kryje się lenistwo albo obawa, że okaże się, że przez poprzednie lata daliśmy się zwieść na manowce stale powtarzanym hasłom, za którymi sami nie do końca wiemy, co stoi.


W tym kontekście chciałabym opowiedzieć Wam o kilku efektach znanych psychologii, których analiza powinna w moim odczuciu poprzedzać decyzję o zagłosowaniu na danego kandydata. Zachęcam was do zastanowienia się nad tym, co Wami kieruje i podzielenia się odczuciami w komentarzach. 

1. Konformizm






Chyba nie wymaga to dużego komentarza. Jeśli mówisz lub myślisz, że robisz coś, bo „wszyscy tak robią”, „w mojej rodzinie się tak robi”, „głupio się sprzeciwić”, to może ulegasz wpływowi innych, często bliskich sobie osób. Możesz też robić to zupełnie bezrefleksyjnie, mając wpojone pewne normy – pytanie czy się z nimi zgadzasz, bo chcesz czy przytakujesz z grzeczności czy lojalności? Często niezgodzenie się z opinią np. rodziców albo chłopaka może prowadzić do starć, szczególnie jeśli chodzi o politykę. Nie zachęcam do prowadzenia zażartych dyskusji (chociaż jak ktoś ma ochotę), ale do zastanowienia się – czy nie ulegam opinii kogoś innego, bojąc się wyrobić własnej? 

2. Dysonans poznawczy

Mam trochę wrażenie, że w naszym kraju przywykło się do narzekania na to, jak jest źle, przy czym co roku głosujemy tak samo lub podobnie albo nie robimy nic. A narzekamy dalej. Mądry jest ten, kto stwierdził, że nie ma prawa narzekać ten, kto nie podejmuje żadnego działania celem zmiany sytuacji. A to właśnie głosowanie jest tym działaniem. Dysonans poznawczy występuje w przypadku, gdy docierają do nas nowe informacje, niezgodne z wcześniej przyjętymi przez nas poglądami. Jeśli są to informacje w niewielkim stopniu odbiegające od naszych przekonań, z dużym prawdopodobieństwem zasymilujemy je – włączymy w nasze przekonania i zaczniemy traktować jak własne. Jednak informacje dalece odbiegające od naszych poglądów będą wywoływały niechęć, najprawdopodobniej zaczniemy szukać „ale”, by utrzymać stary system przekonań. Trudno będzie nam przyjąć nowe informacje czy argumenty, bo będziemy woleli trzymać się już utartego schematu. Ludzie bowiem wolą myśleć o sobie jako o osobach o stałych poglądach. Ich gwałtowna zmiana może niekorzystanie odbić się na własnej samoocenie i ocenie przez innych – np. osoba zmieniająca zdanie może być uznana za mało wiarygodną czy podatną na manipulacje (a nie np. świadomą i chętną do podważania starego porządku). Ja uważam jednak, że warto podjąć trud jeśli nie zakwestionowania swoich poglądów (bo przecież każdy ma do nich prawo i nie chodzi o diametralną ich zmianę wbrew sobie), to chociaż podania ich w wątpliwość i poszukania dowodów na to, że faktycznie mają one sens.

Nie jest chyba dla nikogo zaskoczeniem fakt, że niektórzy kandydaci są w mediach bardziej obecni (z różnych względów, których tutaj nie ma sensu rozwijać, bo nie o tym jest post). Media są także mniej bądź bardziej przychylne kandydatom, co niestety bardzo często ma niewiele wspólnego z dziennikarskim obiektywizmem. Pomijając już sam efekt autorytetu, czyli bezkrytycznego przyjmowania takiej samej opinii jak osoba, która jest dla nas autorytetem, można mówić także o efekcie czystej ekspozycji i efekcie aureoli.

3. Efekt czystej ekspozycji


Został odkryty przez Zajonca (tak, badacz ma takie nazwisko, nie pomyliłam się). Nie wchodząc w szczegóły eksperymentu można w skrócie podsumować go wnioskiem, że ludzie mają tendencję do lubienia rzeczy, które wcześniej już widzieli. I uwaga, dotyczy to także sygnałów podprogowych, czyli niemożliwych do świadomego zauważenia. Efekt jest tak silny, że dotyczy nawet rzeczy zupełnie bezsensownych jak np. chińskie ideogramy, które były wykorzystane w badaniu – te oglądane częściej, lubiane były potem przez badanych bardziej. Co więcej, badani szukali uzasadnienia dla swojej decyzji – a bo ten ma ładniejszy kształt, a to lepszą kompozycję. Jak to się ma do polityki?


źródło: http://www.fengshui.isu.pl/

Zastanów się czy nie ulegasz temu efektowi. W odniesieniu do wyborów mamy już do czynienia ze świadomym zauważaniem informacji (chociaż czy także ich rozumieniem?), ale nie zmienia to faktu, że efekt ten może zachodzić. Zadaj sobie kilka pytań: Czy nie wybierasz kandydata, na którego zagłosujesz, tylko dlatego, że często pojawia się w mediach, w rozmowach czy na billboardach? Czy znasz wszystkich kandydatów? Czy wiesz, co sobą reprezentują i jakie mają poglądy czy poprzestajesz na prostej odpowiedzi? Czy mierzysz siłę przebicia kandydata tym, jak często się pojawia w mediach? Czy zastanawiasz się, z czego ta częstotliwość wynika? Można z tego ułożyć cały ciąg pytań – a to znacznie poszerza perspektywę.

4. Efekt aureoli

W skrócie chodzi w nim o to, że jeżeli przypiszemy osobie jakąś cechę pozytywną lub negatywną, to na tej podstawie dokonujemy dalszej oceny osoby. Mówiąc po ludzku: szufladkujemy. Pierwsze wrażenie „promieniuje” na całość zachowania osoby. Szczególnie ważne cechy w tym kontekście to atrakcyjność fizyczna i cechy odnoszące się do szeroko pojętej moralności. Starałam się w poście raczej nie odnosić do konkretnych kandydatów, ale w kontekście fizycznego piękna raczej trudno nie zorientować się, że mówię o p. Ogórek. Jest niewątpliwie piękną kobietą i z tego powodu wiele osób może na nią zagłosować, kierując się zasadą „co jest piękne, jest dobre”. Może też zagłosować dla żartu, bo to takie zabawne, że ładna kobieta kandyduje – tym bardziej wskazuje to na uleganie wpływowi piękne, choć oczywiście wchodzą tutaj też inne czynniki. Nie będę oceniać poglądów Magdaleny Ogórek ani żadnego innego kandydata, ale zachęcam Was do zadania sobie w tym kontekście kilku pytań: Dlaczego chcę głosować akurat na nią/kogokolwiek innego? Czy utożsamiam się z programem wyborczym? Czy nie sugeruję się w swojej ocenie pierwszym wrażeniem i trudno mi zaakceptować nowe informacje? 

Cóż, miało być krótko, a wyszło jak zwykle. Może w związku z tym moja magisterka jakoś się napisze.


Kończę gorącym apelem. Serio, myślcie. Chciałabym powiedzieć, że to nie boli, ale to nieprawda – trzeba się trochę wysilić. Jeśli chcemy żyć widzieć zmiany, musimy zacząć od siebie. I to wszyscy. Nie ma „nie umiem” i „nie rozumiem”. Ja też wszystkiego przecież nie rozumiem, wymaga to czasu. Nie ma „mój głos nic nie zmieni”. A co jeśli myśli tak kilka milionów Polaków?:) 


Spodobał Ci się post?
Będę wdzięczna jeśli podzielisz nim na Facebooku (opcja pod postem), napiszesz komentarz, wykopiesz go lub polubisz mój fanpage. Miło jest wiedzieć, że czytacie! 

Udostępnij ten post

4 komentarze :

  1. dołączam się do Twojego apelu! :) A jeśli ktoś i tak nie zdecyduje się zagłosować, niech chociaż później nie narzeka na rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieśmy więc taką wiadomość, wiadomo, że najlepiej swoim przykładem nakłaniać innych do zmiany:)

      Usuń
  2. A co sadzisz o wyuczonej bezradnosci? Mam wrazenie, ze w tym lezy najwiekszy w Polsce problem. Ludzie nie glosuja, bo nie wierza w mozliwosc zmiany czegokolwiek w ten sposob, i mozesz to umiescic w szerokim kontekscie historycznym doswiadczen Polakow z demokracja, a w szczegolnosci z rozczarowaniem po 89'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dopisać, że taka krótka lista oczywiście nie wyczerpuje wszystkich możliwych wyjaśnień decyzji wyborczych i tego, nad czym warto się zastanowić, ale to chyba dość oczywiste...:) Wracając do wyuczonej bezradności - myślę, że masz rację. Uważam też, że uświadomienie sobie pewnych mechanizmów to zawsze pierwszy krok do tego, żeby coś zmienić. Chociaż to chyba jest trudne w odniesieniu do osób np. najuboższych, na "garnuszku" państwa (a właściwie jego obywateli, płacących bardzo wysokie podatki) - tam szereg niepowodzeń prowadzących np. do biedy, często wielopokoleniowej, właściwie uniemożliwia spojrzenie na politykę inaczej niż na zło konieczne a na państwo inaczej niż na dostawcę zasiłku.

      Usuń

Żyj Pełniej © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka