Wielki spokój - weekend w Beskidzie Sądeckim

 photo IMG_6887-800_zpso661sck3.png




Pod koniec kwietnia wybrałam się z grupą przypadkowych znajomych w Beskid Sądecki. Historia tego jak się tam znalazłam potwierdza to, że życie potrafi zaskakiwać. A jeśli w wyniku tego zaskoczenia można wyskoczyć w góry, to ja jestem na tak!

Od lat chodzę w Tatry i tylko w ciepłe miesiące. Oczywiście w górach definicja ciepła jest nieco inna - w maju często trzeba się uzbroić w bardziej profesjonalny sprzęt (raki, czekany), wymagane jest też większe przygotowanie niż korzystanie z mapy i bardzo duża ostrożność. W Tatrach spędziłam jedną majówkę, podczas której chodziłam w śniegu po kolana. Z tego względu chodzę po wysokich górach w lecie, a ponieważ wybraliśmy się w niższe, to nie było obaw. Co prawda w wyższych partiach leży śnieg i łatwo przemoczyć sobie buta (ekhm...), ale większość odcinków była sucha. Do tego dopisywała pogoda, więc nie wylądowaliśmy w rzece błota, co ponoć czasem się zdarza. Na taką ewentualność nabyłam ochraniacze o najsłodszej nazwie na świecie: stuptuty. Była to też dla mnie  pierwsza okazja do chodzenia po górach z całym ekwipunkiem na plecach. Dla mnie wyzwanie ;)

W piątek pojechaliśmy do Rytra, skąd udaliśmy się do schroniska Cyrla. Bardziej przypomina ono pensjonat i z pewnością nie jest tak urokliwe jak niektóre schroniska PTTK, położone dalej, niemniej jednak było bardzo przyjemnie. Nocleg kosztował nas ok. 30 zł od osoby. Z jedzeniem trochę gorzej - ceny są dość wysokie. Trzeba jednak przyznać, że zostaliśmy przywitani przez właściciela bardzo ciepło. Góry górami, ale przecież o ludzi chodzi i taka serdeczność automatycznie powoduje uśmiech na twarzy!

 photo IMG_6901_zpsbgxg3pzg.jpg
 photo IMG_6903 - Copy_zpsnvhdshvw.jpg
 photo IMG_6904_zpso8lpdmyj.jpg
 photo IMG_6930_zpsujbu3rpm.jpg

W sobotę z kolei wyruszyliśmy w stronę Bacówki nad Wierchomlą. Po kilku godzinach okupionych odciskami i potem (i porządną zadyszką, taką mam super formę...) dotarliśmy na miejsce - naprawdę przepiękne. Schronisko ma niesamowity widok na okolicę i coś w formie obudowanego tarasu z dużymi oknami. My mieliśmy na tyle szczęścia, że nie padało, więc wieczór spędziliśmy na zewnątrz do momentu aż zaczęliśmy mimo wszystko trochę marznąć.

W ogóle jeśli chodzi o widoki to Tatry są zdecydowanie bardziej malownicze, ale mają też inny klimat. W Beskidach podobała mi się różnorodność roślinności (te kolory!), surowość lasów, gdzie jeszcze nie jest zielono, polanki, na których można przysiąść i ośnieżone Tatry na horyzoncie.

 photo IMG_7092_zpszqoofkk5.jpg
 photo IMG_7027_zpsdutzydqd.jpg
 photo IMG_6958_zpsnj3jfchp.jpg
 photo IMG_6933-1_zpsaqfmm764.jpg
 photo IMG_6993_zpsntdqcqj2.jpg

W niedzielę udało nam się zebrać dość wcześnie i spacerem zeszliśmy do Krynicy. W planach mieliśmy obiad (każdy chyba wie jak smakuje wyczekiwane ciepłe jedzenie po długiej wędrówce...) i pijalnię wód. Na wodę w końcu się nie skusiłam, choć spędziliśmy tam chwilę na wygodnych sofach. Zjedliśmy też przepyszne lody! Jeśli spotkacie ubranych w stylu retro młodych ludzi z własnym wózkiem (który też wygląda pięknie, zerknijcie na przedostatnie zdjęcie), zapraszających na naturalne lody, to nawet się nie zastanawiajcie.

 photo IMG_7045_zpsj9qfigle.jpg
 photo IMG_7021_zpsstbgs1zl.jpg
 photo IMG_7119_zpsu3l7mwf1.jpg


Dziś jest bardziej o obrazach i przeżywaniu, mniej o opinii i faktach (ale jeśli macie jakieś pytania, dawajcie znać. Może będę w stanie odpowiedzieć). Góry dają mi wiele radości i motywacji. Zmęczenie znika, gdy siada się wspólnie przy piwku albo posiłku. Zresztą mięśnie zmęczone wędrówką po górach to sama przyjemność (oczywiście w trakcie chodzenia przeklinam czasem, na czym świat stoi, ale wiem, że warto). Wracam w nie z dużym entuzjazmem. Góry, zwłaszcza wyższe, uczą pokory i szacunku do natury, która dla mnie jest bardzo ważna. Może wy też chodzicie po górach? Jeśli tak, to gdzie? Jak Wy to przeżywacie?
 photo IMG_7055_zpsazi099xk.jpg

Jeśli post Ci się podoba, podziel się nim, używając przycisków poniżej. Możesz też podzielić się wrażeniami w komentarzach tutaj lub na Facebooku - będę wdzięczna za feedback!

Trzymajcie się.
Benia.



Udostępnij ten post

2 komentarze :

  1. Trafiłem na Twój blog zupełnie przypadkowo, za pomocą tradycyjnego zapętlenia podczas czytania komentarzy na innym blogu. Artykuł na temat Beskidu przeczytałem mając na świeżo swój zeszłotygodniowy, krótki wypad do Krynicy i Muszyny. Zaskoczony zobaczyłem, że pod artykułem nie ma żadnego komentarza! A szkoda, bo warto. Postanowiłem zmienić ten stan, jednocześnie potwierdzając że Beskid Sądecki ma swój niepowtarzalny klimat. Wzmacnianie swoich mięśni na szlakach, kojenie wzroku mieniącymi się barwami natury, wzmacnianie serducha (jako mięśnia) przy pomocy szczaw magnezowo-wapniowych, to jest to co regeneruje ciało i ducha. I to wszystko na wyciągnięcie ręki. A lody na bulwarach Dietla (tak, tak z tymi przykrywkami na podobieństwo krasnalich czapek) naprawdę robią wrażenie. I to wielowymiarowo (marketingowo-smakowo-zdrowotnie). Wydaje mi się, że wystarczą dwa-trzy dni, szczelnie wypełnione tym wszystkim co odświeża ciało, zmysły i ducha, aby inaczej spojrzeć na "swoje wielkie miasto". Bardziej po ludzku. Pozdrawiam, łącząc się w zachwycie dla polskich gór! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysiek, wielkie dzięki za komentarz! Beskidy znam słabiej niż Tatry, ale była to orzeźwiająca odmiana:) Jeśli kochasz polskie góry, to zapraszam Cię na bloga w drugiej połowie sierpnia. Niedługo jadę na kilka dni w Tatry i mam nadzieję podzielić się wrażeniami:)

      Usuń

Żyj Pełniej © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka