Wakacyjne Tatry, dzień 1: Trudne początki.



Tatry. Miejsce, które odwiedzam regularnie od 2009 roku. Nie byłam w Zakopanem jedynie w zeszłym roku (do teraz nie odżałowałam!), ale pozostałe pobyty tutaj to wiele przebytych kilometrów, zdobytych szczytów i wspaniałych widoków z jednej strony, z drugiej – momentów zwątpienia i walki ze swoimi słabościami. 
W tym roku sierpniowy pobyt w Zakopanem był wyjątkowy, bo długi – trwał tydzień. W tym czasie zrobiliśmy cztery duże trasy. Dziś trochę o dniu pierwszym. Postanowiłam rozbić relację na osobne posty nie tylko dlatego, że mam skłonność do rozpisywania się, ale z też z nieco egoistycznych pobudek - dla udokumentowania tej wyprawy i wracania do niej za jakiś czas bez obawy, że, tak jak w poprzednich latach, trasy zaczną się ze sobą w pamięci mieszać.

Poprzednie dwa lata nie należały do specjalnie aktywnych, jeśli chodzi o ćwiczenia fizyczne, choć nie powiem też, żebym to całkiem zaniedbała. Nie da się jednak ukryć, że nie byłam w wybitnej formie i trochę obawiałam się tego, jak mi pójdzie na tatrzańskich szlakach. Pierwszego dnia, w sobotę, mieliśmy się wybrać na trasę "rozgrzewkę". Za dobrze jednak znam mojego tatę, który zaszczepił we mnie miłość do górskich wędrówek, żeby się na to nabrać. W efekcie po szlakach chodziliśmy ponad 8 godzin. Było jednak dość tradycyjnie. Z Kuźnic do Hali Gąsienicowej dotarliśmy żółtym szlakiem prowadzącym przez Jaworzynkę. Schronisko "Murowaniec" odwiedzałam już wiele razy i nadal bardzo je lubię. Jest jednak stosunkowo kameralne w porównaniu do np. tego w Dolinie Chochołowskiej, poza tym usytuowane jest w naprawdę malowniczym miejscu. Do tego okolice schroniska całe zakwitły na fioletowo. Coś pięknego.


Zjedliśmy coś szybko i wyruszyliśmy w stronę Kasprowego Wierchu. Muszę przyznać, że pomysł średnio mi się podobał. Nie przepadam za Kasprowym i jego atmosferą (a raczej jej brakiem). Rozumiem, że dla niektórych wjazd kolejką to jedyna opcja na zdobycie szczytu, ale to powoduje też, że miejsce to omijam, gdy tylko mogę. Z tego wszystkiego nie przybiłam sobie nawet pieczątki stamtąd, a od 2 lat posiadam książeczkę GOT PTTK, więc kolekcjonuję pieczątki z dużym zapałem! Moją propozycją był Karb, ale o tym, dlaczego dobrze się złożyło, że wybraliśmy inną opcję, w innym poście...:)

Na Kasprowym się nie zatrzymywaliśmy za długo, ruszając w stronę Kondrackiej Kopy. To kolejny szczyt, za którym nie przepadam, choć widoki z niej są wspaniałe, jak i ze wszystkich Czerwonych Wierchów. Być może chodzi o to, że na Kopę zawsze wchodziłam od tej samej strony szlakiem typu "wysokie schody" (zdecydowanie mniej interesujący, a bardziej męczący od mniej regularnych skałek jak dla mnie) – idąc od Kasprowego bardziej doceniłam to miejsce.

Na dalszą wędrówkę Wierchami nie mieliśmy już siły. Kilka lat temu przeszłam je wszystkie, więc nie miałam niedosytu. Pierwszy dzień był mimo wszystko dość intensywny, a czekało nas jeszcze dość długie zejście do Doliny Małej Łąki. Od razu uprzedzam – jest tyleż malownicze, co bardzo nieprzyjemne. Strome przez długi okres czasu powoduje, że zmęczone mięśnie i kolana mocno dają się we znaki. Pod koniec robi się lżej i można się w pełni cieszyć widokami.


To był dla mnie (i moich nóg) trudny dzień, ale myślę, że dobry. Dostałam na początek porządnego kopa i przypomnienie o tym, że na góry trzeba się przygotować – głównie psychicznie, bo fizycznie naprawdę można więcej niż się wydaje (zwłaszcza, gdy wiesz, że musisz zejść, bo nikt inny tego za ciebie zrobi). Co nie znaczy, że przygotowanie fizyczne można zaniedbywać! Odpowiednie wyposażenie w plastry, maści, umiejętność prostego automasażu i porządne buty to absolutna podstawa.

Kolejny dzień powitał mnie zakwasami, jakich nigdy nie doznaję po "zwykłych" treningach. Ale o tym w kolejnym pościeJ

Czekam na Wasze wrażenia z tej trasy! Byliście, lubicie? 
Dla przypomnienia: 

Kuźnice - Hala Gąsienicowa (przez Jaworzynkę) - Kasprowy Wierch - Kopa Kondracka - Dolina Małej Łąki

 Jeśli podobał Wam się post, będzie mi miło, jeśli udostępnicie post na Facebooku, polubicie mojego fanpage'a lub zostawicie komentarz!

Udostępnij ten post

2 komentarze :

  1. Już od dłuższego czasu wybieram się w Tatry. Trochę mi wstyd że jeszcze nigdy nie pochodziłam po nich porządnie. Odstrasza mnie trochę legendarny ścisk na trasach, ale na Twoich zdjęciach widzę że nie jest źle, nawet w okresie wakacyjnym! Jak to więc jest z tymi Tatrami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w kolejce na Giewont nie stałam, a w tym roku były takie przypadki, jakoś na wiosnę ;) Nie ma co ukrywać, że ludzi jest dużo, zwłaszcza na łatwiejszych i najbardziej popularnych trasach takich jak chociażby ta na Halę Gąsienicową, a potem nad Czarny Staw Gąsienicowy. Na zdjęciach też starałam się oddać przede wszystkim piękno gór, a nie turystów jedzących kanapki pod schroniskiem (ale to też ma swój urok):) Mimo to uważam, że nie ma na co narzekać. Jeśli wyjdzie się odpowiednio wcześnie (my wychodziliśmy codziennie ok. 6) to można się nacieszyć stosunkowo pustymi szlakami dłużej, a poza tym w przestrzeni (np. idąc od Doliny Pięciu Stawów Polskich w stronę Szpiglasowej Przełęczy) jednak ta ilość się rozbija. Duża część osób też nie zapuszcza się w trudniejsze albo bardziej czasochłonne szlaki - np. idąc na Trzydniówkowy Wierch spotkaliśmy trochę osób, ale ponieważ znacznie wydłużyliśmy potem trasę, to potem było ich mniej. Zdecydowanie mimo wszystko polecam wybrać się w sezonie letnim zwłaszcza bez doświadczenia i obycia z górami, bo mimo wszystko warunki są najbardziej komfortowe, śnieg zalega (jeżeli zalega, bo w tym roku nie widziałam) tylko w bardzo wysokich partiach, a nawet gwałtowne zmiany pogody raczej zamieci śnieżnej nie spowodują...:)

      Usuń

Żyj Pełniej © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka