Slow fashion. Podsumowanie #1

Porządek-marzenie. I te kolory! źródło: klik

Jak wiecie, odkąd wypowiedziałam wojnę swojej własnej szafie i zainteresowałam się minimalizmem, przechodzę przez proces Wielkiego Sprzątania. Dziś opowiem Wam, jakie postępy poczyniłam od czasu. Mam zamiar co mniej więcej 2 tygodnie pisać o tym, co u mnie słychać w temacie slow fashion. Zachęcam Was do dołączenia do inicjatywy!

Wyrzucanie

Myślałam, że przedarcie się przez wszystkie rzeczy i posegregowanie ich na te, które oddam i te, które trzeba będzie wyrzucić (czyt. też oddać, ale na recykling) to największy problem. Nic bardziej mylnego. Cały proces obfotografowania wszystkich ubrań i wymierzenia ich też jest stosunkowo przyjemny, choć bardzo czasochłonny. Najwięcej jednak czasu spędziłam na tym, żeby odpowiednio rzeczy opisać, wymiary nanieść na zdjęcia (łatwiej sobie wszystko zwizualizować) i nie utonąć w morzu wiadomości, które mnie zalały po wystawieniu ubrań za bardzo niskie ceny. No, i potem wszystko bezpomyłkowo spakować i wysłać. Wczoraj czułam się jak prawdziwy listonosz, gdy szłam na pocztę z torbą pełną zapakowanych przesyłek. A może jak święty Mikołaj?:) Z jakiegoś powodu sprawia mi dużo radości nie tylko oddanie rzeczy, których nie noszę, ale to, że rzeczy przydadzą się komuś innemu.

Organizacja

Żeby sobie pomóc to wszystko ogarnąć, wyciągnęłam nieużywany od dłuższego czasu kalendarz. Na niezapisanych kartkach z poprzednich miesięcy stworzyłam sobie tabelkę, gdzie zapisuję, co, komu i za ile sprzedaję, czy dostałam już przelew, a po wysłaniu – zaznaczam, że to zrobiłam. To bardzo pomaga ustrukturalizować całą pracę. Na już gotowych paczkach przyklejam kolorowe karteczki z informacją, co jest w środku – większość paczek jest tak do siebie podobna, że z pewnością bym się pomyliła, a adresowanie ich przed dostaniem pieniędzy nie ma sensu, bo – niestety – czasem ktoś wycofuje się w trakcie z transakcji. Po dostaniu przelewu adresuję paczki, wypełniam druczki nadania i maszeruję na pocztę z już gotowymi drukami.

Postępy

W ciągu dwóch tygodni moja szafa stopniała o ponad 40 sztuk ubrań. Nawet odejmując z tej puli kilka nieudanych prezentów i rzeczy, które nosiłam stosunkowo często, ale nadal bardzo dobrze wyglądają, a mnie zwyczajnie się przestały podobać, to i tak niepokojąco duża liczba. Jeszcze trzeba wziąć pod uwagę, że prawdopodobnie drugie tyle (no, może troszkę mniej) czeka na wystawienie. Posypuję więc głowę popiołem, bo wiem, że sporo z rzeczy, które oddałam właściwie za grosze, to nie były złe rzeczy, ale po prostu nie dla mnie – a ja zapłaciłam za nie w sumie całkiem sporo pieniędzy. Chyba prawdą jest, że ulegając złudzeniu tanich zakupów, kupujemy więcej, więc podsumowując wydaną sumę, tak naprawdę widać, że niewiele nie zaoszczędziliśmy. Albo w ogóle.

Na razie nie planuję zakupów, choć mam w głowie kilka pomysłów. Postanowiłam sobie jednak najpierw skończyć książkę Asi Glogazy (o której napiszę osobno), pozbyć się tego, co mam i wszystko porządnie przemyśleć. A poza tym i tak nie mam czasu, bo kończę magisterkę, także sprzyja to raczej cichym wieczorom z nauką… (choć mówiąc szczerze wolałabym już skupić się w 100% na blogu).

A jak tam u Was? Co sądzicie o redukowaniu garderoby? Może same/sami podjęliście takie wyzwanie? Jak Wam idzie?:)

Jeśli chcecie być na bieżąco z postami, zapraszam Was do obserwowania mnie na Facebooku, Instagramie bądź Twitterze. Wybierzcie kanał najwygodniejszy dla siebie!



Udostępnij ten post

5 komentarzy :

  1. gdzie sprzedawałaś rzeczy? gumtree, facebook, allegro? sama planuję wyprzedaż, ale nie wiem gdzie wystawić. pozdrawiam, Anna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, z mojego doświadczenia z Allegro wynika, że przestaje to byc platforma wygodna do sprzedaży ciuchów dla osoby nieprowadzącej firmy (albo po prostu popularnej, która podając link na fb generuje od razu bardzo dużo wejść). Ja z powodzeniem korzystam z Vinted:) Duża społeczność, strona niepozbawiona wprawdzie niedociągnięć, ale ogólnie przystępna no i platforma darmowa (płaci się chyba jakąś złotówkę za weryfikację konta, ale zakładałam je już jakiś czas temu, więc nie jestem pewna). W moim przypadku się sprawdza:)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podasz swój nick na vinted?

    OdpowiedzUsuń

Żyj Pełniej © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka