3 ćwiczenia, które pomogą Ci określić Twój styl



Moja przygoda z redukcją garderoby i wypracowywaniem własnego stylu trwa. Ostatnio polecałam Wam książkę Asi Glogazy o slow fashion, którą wciąż czytam, dawkując sobie informację i starając się czytać ją z maksymalną uwagą, i to właśnie z niej zaczerpnęłam jedno z ćwiczeń, które chce Wam dziś pokazać. Dzięki tym prostym pomysłom będzie wam łatwiej odnaleźć się w kwestii własnego stylu i budowania garderoby, jeśli - jak ja - zaczynacie od podstaw i trochę po omacku. Dołączycie?

1. Moje "na tak" i "na nie".

Sprawa jest prosta - biorę kartkę, dzielę na dwie części, na jednej zapisuję, jakie rzeczy, fasony czy kolory mi się podobają, na drugiej - co mi się nie podoba i bym tego nie ubrała. Proste? Wydawałoby się, że stworzenie takiej listy to bułka z masłem, ale okazuje się, że to, co intuicyjnie nam się nam podoba np. na ulicy, tumblrze czy innej stronie z inspiracjami, nie tak łatwo przelać na papier. Tych informacji może być zwyczajnie za dużo. Sama, pisząc tego posta, jeszcze listę uzupełniałam o kolejne pozycje. Tu powstaje pytanie: czy to oznacza, że podoba mi się zbyt wiele rzeczy i nie jestem gotowa na minimalizm? Według mnie - nie. Z mojego punktu widzenia bardziej świadczy to właśnie o jeszcze niewypracowanym stylu i poszukiwaniu wskazówek i jestem pewna, że takie ćwiczenie pomaga je odkryć i skonfrontować odruchowe stwierdzenie "o, ładne" z tym czy naprawdę dana część garderoby nam pasuje. Dodatkowo porządkuje nasze opinie i pozwala porównać to, co mamy na liście z tym, co mamy w szafie. Może być też tak, że ciężko cokolwiek wymyślić... tym bardziej próba stworzenia listy będzie pomocna.

Tutaj bardzo ważna uwaga - pamiętajcie, że te jest wasza osobista lista! To, że komuś się nie podobają takie same rzeczy to rzecz naturalna, podobna do tego, że ktoś lubi zupę pomidorową, a ktoś inny w życiu jej nie tknie. Skupcie się na tym, co wam odpowiada. Sama Asia, autorka książki o slow fashion, stylowo jest bardzo daleko ode mnie (np. lubi kołnierzyki, za którymi ja nie przepadam), ale mimo to jej rady uważam za cenne, a styl za dopracowany.

Pokażę wam moją listę, skróconą, i wniosek jaki z niej wypłynął:


Druga część ćwiczenia to zastanowienie się, które z tych rzeczy chcę nosić, a które tylko podobają mi się na innych, a w gruncie rzeczy mnie nie pasują (pod warunkiem, że już to wiemy:)). Myślę, że takie "przeskanowanie" listy pod tym kątem pomaga też zobaczyć, że owszem, np. wysokie kozaki na cienkim obcasie są obłędne, ale szansa, że sama takie kupię i będę nosić, jest raczej znikoma. Sama regularnie oglądam blogi dziewczyn, które mają styl całkowicie odmienny od mojego, a i tak wyglądają moim zdaniem cudownie. Chyba najlepszym przykładem jest Macademian Girl, która nie dość, że ubiera się całkowicie odlotowo, to jeszcze ubraniowy minimalizm jest jej obcy - mimo to uważam, że wygląda świetnie i jest niepowtarzalna.

I tutaj zaskakujący wniosek: gdy przeczytałam swoją listę, doszłam do wniosku, że nie dość, że daleko mi do bazy, którą uważam za idealną albo przynajmniej bardzo mi odpowiadającą na ten moment, to mam mnóstwo ubrań, które możnaby podpiąć pod listę "na nie" - właściwie mi się nie podobają i noszę je, bo są, bo dostałam, bo głupio wyrzucić. Co prawda już części się pozbyłam i to nadal trwa, ale wygląda na to, że w moim przypadku jedno Wielkie Sprzątanie to za mało. Jeśli macie podobnie, to nie poddawajcie się! Będę siebie i was stale motywować. Jeśli chodzi o listę "na tak" to wynik jest dość mizerny - mam np. jedną, trochę wysłużoną rozkloszowaną spódnicę (noszę ją ósmy rok, a o dziwo kupiłam ją w H&M) i jedną parę ciemnych jeansów, które noszę regularnie, a ulubione szminki dawno zużyłam i wykańczam resztki. Mimo wszystko trochę za mało na codzienne użytkowanie.

2. Zapytaj innych: Jak określiłabyś/określiłbyś mój styl?

Okej, pytanie może brzmi drętwo, ale chodzi mi o mniej więcej taką scenkę: idziesz na zakupy, komentujesz jakąś rzecz, a ktoś mówi "Hm, chyba nie w twoim stylu" albo "O, pasuje do ciebie!". Nie chodzi mi oczywiście o to, żeby sugerować się w całości opinią innych w kwestii wypracowania stylu! Nie ulega też wątpliwości, że jak masz ochotę go zmienić, to nikt i nic nie stoi na przeszkodzie. Jednak pozostając przy założeniu, że mimo wszystko każdy z nas jakiś styl ma, ale być może niedopracowany i nie do końca konsekwentny, taka opinia może być fajną wskazówką. Rzeczy, które nosimy najczęściej, najczęściej też okazują się dobrą bazą do rozbudowy. A może być dokładnie na odwrót - stwierdzisz, że to, co zauważają inni, w sumie do Ciebie nie pasuje i zastanowisz się, dlaczego właściwie trzymasz się fasonów, które Ci nie odpowiadają czy kolorów, w których nie czujesz się dobrze (wygoda? lenistwo? przyzwyczajenie?). W moim przypadku wciąż jest trochę różnie, co pewnie wiąże się trochę z moimi średnio udanymi eksperymentami z czasów blogowania modowego (ble, bardzo nie lubię tego określenia). Póki co najlepiej określają mnie stonowane, chłodne barwy i szminki i jest to coś, czego będę się trzymać, ale wciąż mam wiele do poprawy.

Pytanie możecie jakoś przerobić np. "Co według ciebie do mnie pasuje?", ale myślę, że bliżsi znajomi będą w stanie bez problemu w dwóch zdaniach określić, z czym się im w kwestii stylu kojarzycie. Może zauważycie u siebie też znany z psychologii efekt dotyczący złudzenia w obserwacji samych siebie - to, jak widzą nas inni, często jest odmienne od tego, jak widzimy się sami, nawet w kontekście stylu. Nie chodzi absolutnie o określanie, kto ma rację (przede wszystkim Wy macie się czuć dobrze w tym, co i jak nosicie), ale o zobaczenie, na ile spójne są wasze samoobserwacje i obserwacje przyjaciół czy znajomych. Kwestia odmiennych gustów nie ma tu żadnego znaczenia.

3. Zapytaj siebie: Co byś ubrała, gdybyś musiała wyjść z domu za 10 minut?

Trochę w nawiązaniu do poprzedniego punktu, pytanie, które warto zadać sobie, zwłaszcza jeżeli macie problem z zaplanowaniem ubrania na kolejny dzień (nie wspominając o sytuacji, gdy szybko musicie ogarnąć się rano). Wyobraź sobie, że budzisz się za późno i musisz prędko wyjść z domu. Poprzedniego dnia nie przygotowałaś ubrania, bo planowałaś wstać wcześnie. Spóźnienie też nie wchodzi w grę. Co ubierasz?

Oczywiście, trzeba tu wziąć pod uwagę kontekst. Jeśli idziesz do pracy, gdzie masz pewien dress code, prawdopodobnie masz jakieś stałe połączenia, które nosisz, a także mniejsze pole do wyrażenia swojego stylu. Załóżmy jednak, że masz dowolność w tym względzie. Dzięki takiemu szybkiemu ćwiczeniu bardzo szybko można zauważyć, co automatycznie zwraca naszą uwagę w szafie i w czym czujemy się prawdopodobnie najlepiej, skoro przychodzi nam to na myśl w pierwszej kolejności. W moim przypadku typowy zestaw na jesienną pogodę wyglądałby następująco: czarne wiązane botki, ciemne jeansy, biały t-shirt, biały grubopleciony sweter, szaro-czarny luźny płaszcz i komin, czarna duża torba. Do bólu prosto i monochromatycznie, więc spakowałabym jeszcze mocno różową szminkę lub dołożyła bordową czapkę.

Dajcie znać jak Wam poszło! Może chcecie się podzielić swoimi listami? Chętnie zobaczę jak bardzo jesteśmy podobni i różni, i na ile takie ćwiczenia uznajcie za przydatne.

Na dole są bardzo fajne przyciski, dzięki którym możecie podać posta dalej. Jeżeli uważacie, że był przydatny, to zachęcam! Możemy się też spotkać na Facebooku.

Benia

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Żyj Pełniej © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka