Obawy



Trudno byłoby mi zilustrować ten post. Wybrałam więc jedno ze zdjęć właśnie z Paryża, który odwiedziłam 2 lata temu.

Weekend spędziłam w Belgii u przyjaciółki, która mieszka tam od jakiegoś czasu. Wyjechałyśmy z Olą w piątek rano, doleciałyśmy do lotniska Brussels-Charleloi, by popołudnie spędzić w Brukseli. Sobotę z kolei spędziłyśmy w malowniczej Brugii. W planach miałam napisać trochę o tym, jak było, ale postanowiłam to przesunąć.

Wszyscy wiemy, co stało się w piątek w Paryżu, a w ostatnim czasie także w Bejrucie czy samolocie z rosyjskimi turystami. W piątek wieczorem położyłyśmy się dość wcześnie, zmęczone podróżą i popołudniem spacerowania po Brukseli i Lueven. Gdy już prawie spałam, dostałam powiadomienie na Snapchacie, śpiąca jednak stwierdziłam, że obejrzę sobie go rano. Gdy wstałyśmy, okazało się, że kolega wysłał mi tą formą informacje o zamachach. Możecie się domyślić, że mimo, że spędzałyśmy przecież świetnie wspólnie czas, głupio było wrzucać dużą ilość zdjęć i przejść normalnie do porządku dziennego. Temat wracał do nas uparcie co jakiś czas. Nie ma co ukrywać, że bałam się, a nasiliło się to, gdy doszły nas informacje o tym, że część zamachowców pochodziła z Belgii i prawdopodobnie przebywa/przebywała w Brukseli, w której byłyśmy przecież poprzedniego dnia, a kolejnego miałyśmy przejeżdżać, wracając na lotnisko.

W sobotę dodałam coś na facebooku, szybko jednak to usunęłam. Dodawanie selfie czy innego zdjęcia wydawało mi się nie ma miejscu. Dodałam kilka z nich na Instagrama, postanowiłam jednak na Facebooku, jako miejscu szczególnie gorących dyskusji, gdzie na bieżąco pojawiały się nowe informacje o zamachach, zamilknąć chociaż na weekend. Czułam, że jest to na miejscu, choć przecież życie toczy się dalej, przecież dobrze się bawiłam i podzielę się zdjęciami prędzej czy później. Czy to hipokryzja? Czy tak rozumiana przyzwoitość w internecie ma sens?

W Sieci pojawiło się wiele negatywnych komentarzy dotyczących wrzucania zdjęć, w jakichś sposób wyrażających solidarność z Francuzami czy też dodawania barw narodowych Francji do zdjęć profilowych. Sama tego nie robię, być może dlatego, że wydaje mi się oczywiste, że w takiej sytuacji solidarność jest czymś naturalnym (choć gdy to piszę, zaczynam w to wątpić, bo przecież nie brak osób, które zamiast współczucia oferują teraz eksperyzy i szybką diagnozę sytuacji społeczno-politycznej Europy, nie mając pojęcia o temacie). A być może dlatego, że naprawdę nic to nie zmienia i moje uczucia czy opinie dzielę tak czy siak z osobami z mojego otoczenia. Gdybym zmieniła zdjęcie, co by to mi dało? Jak oceniłabym moment, w którym wypada zmienić zdjęcie znów na normalne? Z drugiej strony - czy całkowite ignorowanie paryskich wydarzeń byłoby w porządku? Chyba nie.

Trochę dyskutowałyśmy podczas naszego krótkiego, weekendowego spotkania na ten temat. Powtarzam: każdy podejmuje własne decyzje i nie chcę nikogo oceniać w kwestii tego jak wyraził bądź nie swoje uczucia. Ja np. wyrażam swoją solidarność, smutek i obawy, pisząc posta. Pewnie niektórzy polemizowaliby z sensem pisania takich rzeczy na blogu, pewnie niektórzy mają takich wpisów dość. Nie dziwiłabym się żadnej osobie, w końcu w obliczu takich wydarzeń, dotykających nas emocjonalnie, naturalnym jest, że wiele osób reaguje na nie, komentując je w ten czy inny sposób. Myślę też, że dłuższe zatrzymanie się przy tej sprawie jest wskazane. Trochę jestem zniesmaczona tym, że dziś na głównej stronie Onetu pierwsze co widzę, to twarz Lewandowskiego. No ale znów... przecież życie toczy się dalej?

Dużo też mówiło się o tym, że przecież do podobnych, jeśli nie bardziej brzemiennych w skutkach zamachów dochodzi na całym świecie, ale z jakiegoś powodu nie dominuje to mediów społecznościowych czy telewizji. Mało mówi się o zamachu w Bejrucie czy Kenii - ten miał miejsce w kwietniu i, mówiąc szczerze, nie słyszałam o nim... Myślę sobie, że to, co bliższe nam kulturowo czy nawet terytorialnie, w oczywisty sposób dotyka nas bardziej i bardziej interesuje, jakby to bezdusznie nie brzmiało. Nie zmienia to faktu, że ogromnie smuci mnie to, w jaką stronę zmierza nasz świat. Boję się tego, nie lubię niepewności. Nie lubię tego, że sytuacja w Europie - i nie tylko - robi ze mnie osobę bardziej podejrzliwą i niepewną.

Pozwalam sobie ochłonąć, trochę pomyśleć i wrócę do Was - ze stałą treścią.

Trzymajcie się ciepło.

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Żyj Pełniej © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka