Slow fashion. Podsumowanie #2



Pierwsze podsumowanie pojawiło się ponad miesiąc temu, najwyższy czas zrobić kolejne. W tym miesiącu działo się zdecydowanie mniej, bo byłam zajęta nauką do obrony (oficjalnie jestem psychologiem!) i na tym schodziło mi większość wolnego czasu. Nie znaczy to jednak, że nic się w tym względzie nie działo.

W poprzednim podsumowaniu pisałam o początkach porządków. Wtedy najbardziej zaprzątały mi głowę sprawy techniczne - wybrać, zrobić zdjęcia, wymierzyć, wystawić, wysłać. Po pierwszych 2-3 tygodniach tempo oddawania ciuchów spadło, ale tylko dlatego, że musiałam skupić się na sprawach ważniejszych, a nie jest też tak, że wyrzuciłam wszystko. Choć powoli zbliżam się do momentu, w którym stwierdzam, że etapowość w sprzątaniu, przynajmniej u mnie, jednak się sprawdza. W książce Asi Glogazy pojawia się porada o tym, żeby stworzyć "pudełko mięczaka" i tam chować rzeczy, z którymi ciężko się rozstać. Ja jednak chyba wolę prostsze rozwiązanie - albo coś zostawiam, albo nie. Po drugiej rundzie sprzątania do półki z rzeczami do oddawania dodałam kolejne kilka. Łącznie z pewnością oddałam ich już ponad 50... Pół setki ubrań, których nikt nie nosił. A nie skończyłam.

Co się działo poza tym?

W tym miesiącu miałam więcej czasu na myślenie i planowanie. Moja lista jesiennych zakupów, tzn. bazy, jest bardzo krótka: płaszcz, kozaki na zimę, czapka i szalik. Poza tym kilka innych rzeczy, które nie są priorytetowe, choć potrzebne, ale mogą poczekać. Odkąd postawiłam sobie jasne kryteria, jakie musi spełniać płaszcz, bardzo trudno mi się na jakiś zdecydować. Wiążą się z tym oczywiście różne wątpliwości - może jednak coś odpuścić? Może za bardzo wybrzydzam? Z drugiej strony, jak znowu z czegoś zrezygnuję, to za jakiś czas zacznie mi przeszkadzać ten mały detal, który postanowiłam "zignorować". Ostatnio byłam bliska kupienia płaszcza, który miał świetny krój i przyzwoitą domieszkę wełny, ale nie do końca odpowiadał mi kolor. Trzymałam się jednak postanowienia i bardzo dobrze - najpewniej bym go oddała i tak, a w gorszym wypadku zaczęła nosić i za jakiś czas stwierdziła, że było to bez sensu.

Zaczęłam też w pierwszej kolejności patrzeć na skład ubrań. Na pewno nie będzie tak, że całkiem zrezygnuję np. z poliestru (rzeczy z jego domieszką są jednak bardzo wytrzymałe), staram się jednak szukać takich, gdzie znajdę np. duży dodatek wełny czy innych materiałów. Trudno mi też odrzucać wszystkie produkty z akrylu, mimo że już w kilku miejscach naczytałam się o nich dużo złego. Jak na złość, wszelkie piękne i przyjemne w dotyku np. szaliki, są akrylowe. I mam dylemat: czy iść na kompromis? Czy akryl zawsze jest zły? Z drugiej strony: czy naprawdę tak dalece oddziałuje na mnie szybka moda, że jestem w stanie dla dobrego wyglądu zrezygnować z jakości ubrania? Próżność (?) podpierana latami modowych eksperymentów i dostępności tanich ciuchów powoduje, że czasem ciężko trzymać się powoli wypracowanego nowego sposobu myślenia. Stoję jednak na straży twierdzenia, że często żyjemy nawykami i przyzwyczajeniami, dlatego jedyną opcją na realną zmianę w kontekście chociażby zakupów, jest po prostu tworzenie nowych nawyków i zmierzenie się z dotychczasowymi. Ta zasada zresztą dobrze sprawdza się w każdej dziedzinie, gdzie można wprowadzić element slow: w jedzeniu lepszego jedzenia czy w przywiązywaniu większej uwagi do uważnej pielęgnacji.

Wracając do slow fashion, teraz jestem na etapie przeglądania oferty sklepów internetowych. Często to jest lepsza opcja, zwłaszcza, gdy nie ma się za wiele czasu na zakupy, dlatego jeśli znacie strony (poza zalando), gdzie jest szansa na znalezienie dobrego płaszcza - dajcie znać w komentarzach! Być może znacie też warte uwagi marki? Będę bardzo wdzięczna, bo chyba brakło mi pomysłów.

Gratis: Slow pielęgnacja

Niby nie w temacie slow fashion, ale dobry wygląd to przecież nie tylko ubranie. A slow life ma wiele twarzy. Pojawiły się więc nowe kosmetyki. Nowe - tzn. nowe egzemplarze, po prostu używałam już totalnych resztek i jak się okazało, wszystko zaczęło mi się kończyć w tym samym momencie. W pielęgnacji jestem zdecydowanie mniej obyta, ale i tutaj stawiam na minimalizm. Zawsze podziwiałam dziewczyny, które testują miliony produktów - wszelkie blogerki urodowe to dla mnie prawdziwy ewenement (wiecie... "że też jej się chce"). Prawdą jest jednak, że to dzięki blogom urodowym stworzyłam bazę produktów dobrą dla mnie i jakoś trafiłam na tołpę, której od dłuższego czasu jestem wierna.

Jak więc widać - październik minął mi bardziej na myśleniu, na kończeniu książki Asi i na niespiesznym planowaniu. A jak u was? Podjęliście się Wielkiego Sprzątania? Może czytaliście jakąś dobrą książkę w temacie slow fashion lub minimalizmu? Czekam na wasze komentarze!

Jeśli chcecie być na bieżąco z tym, o co mi chodzi z minimalizmem i slow fashion, zerknijcie też do poprzednich postów z kategorii Slow:


Benia

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Żyj Pełniej © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka