O strumieniu myśli i kontroli

notatnik, różowy, groszki, organizacja, długopis, dodatki. planowanie


Zdarzyło Wam się, że leżeliście sobie wygodnie w łóżku, relaksując się lub zasypiając, i wówczas wpadał Wam do głowy jakiś świetny pomysł? Albo słowa same układały się w zgrabne zdania, których nie mieliście już siły albo ochoty zapisać? ("Na pewno rano będę pamiętać"). Ja miewam tak bardzo często, do tego stopnia, że postanowiłam się zająć tym swoim "strumieniem myśli".

Często spotkałam się w swoim życiu z opisem takiej sytuacji jak powyższa. Z jakiegoś powodu często najlepiej myśli się wtedy, gdy myśleć wcale nie trzeba. Relaksując się czy wracając z pracy, rytmicznie uderzając obcasami o chodnik i myśląc tylko o ciepłej herbacie. No właśnie, ale właściwie to nie tylko o herbacie...

Bardzo często zdarza mi się, że gdy relaksuję się w przyjemnej, aromatycznej kąpieli albo zatapiam w fotel w pociągu, myśli same przychodzą do głowy, nagle jest ona pełna pomysłów (np. na posty), a co więcej - wszystkie te myśli brzmią ładnie, melodyjnie i z sensem. Z jakiegoś powodu nie zdarza się to aż tak często, gdy jestem w wirze pracy, na zakupach czy skupiam się na ciekawej lekturze. Jednak ze względu na mocno okrojony czas wolny, wykorzystuję każdą możliwą chwilę, by zająć się swoim hobby, pomysłami czy pisaniem. Być może właśnie dlatego z taką łatwością coś, co roboczo nazwałam jak w psychologii klasycznej "strumieniem myśli", przychodzi i nie opuszcza. Kupiłam sobie nawet mały, uroczy notesik do zapisywania na bieżąco nie tylko zadań na dany dzień (z jakiegoś powodu jestem mocno przywiązana do formy papierowej), ale i luźnych myśli czy rzeczy, które sobie przypomniałam - nieważne, czy to jest jakaś dawno zapomniana piosenka czy dziecięca zabawa - chwytam chwilę, kiedy myśl się pojawia i ją w miarę możliwości spisuję. Muszę przyznać - mam trochę obsesję. Zawsze lubiłam pisanie, lubię piękne zeszyty, notesiki i kolorowe długopisy, a taka forma zbierania przemyśleń to jak dwie pieczenie na jednym ogniu - doznania estetyczne i utrwalenie strumienia myśli.

Zastanawiałam się sporo nad tym, dlaczego tak jest, że właśnie w chwilach relaksu wpadają nam do głowy dobre pomysły. Być może ze względu na ukończone studia, od razu uciekłam w myślenie bardziej przyziemne i naukowe - że wiąże się to jakoś z aktywnością mózgu, który odciążony od codziennych obowiązków, ma w końcu przestrzeń i energię na zajęcie się wszystkim innym, co gdzieś w tle jest obecne. Pomyślałam też o psychologii twórczości. Swoją drogą, to chyba jedna z najnudniejszych dziedzin psychologii, jaką miałam okazję poznać, choć być może nie miałam szczęścia do lektur i poznawanych teorii, choć bardziej skłaniam się do tego, że teoretyzowanie o twórczości zamiast zatapiania się w niej jest po prostu suche i nudne. Niemniej  jednak, są pewne ciekawe koncepcje dotyczące np. efektu "aha!". Wiecie, siedzicie, niby się nic nie dzieje, o niczym szczególnym nie myślicie i w tym jednym momencie wskakują na odpowiednie miejsce pewne elementy np. dawnej rozmowy czy sytuacji, która wydawała się niezrozumiała, a teraz rozumiecie ją całkowicie. Aha! czyli rodzaj pewnego olśnienia, poczucie "Eureka!".

Trochę mi się ten strumień myśli z tym kojarzy. Z takim uczuciem, że nagle wpada do głowy ta odpowiednia myśl. W psychologii teoria, która wyjaśnia to zjawisko, nazywana jest teorią inkubacji. W skrócie chodzi o to, że jeśli pracujemy nad jakimś problemem bardzo intensywnie, to często właśnie moment zwolnienia, odpoczynku od niego, powoduje, że pomysł sam sobie pracuje w głowie i pojawia się w formie poczucia "aha!" po jakimś czasie. Na pewno współczesna neurobiologia szuka już wyjaśnień tego zjawiska. Dla mnie jest naprawdę pasjonujące.

Z drugiej strony, myślenie o tym, że to tylko biologia, jakoś mnie dołuje. Zwracam się więc w swoich rozważaniach do trochę innego rozumienia rzeczy - w kierunku kontroli. Gdy zasypiamy czy relaksujemy się, siłą rzeczy kontrola jest (a przynajmniej powinna być!) mniejsza. Rozprężam mięśnie, głęboko oddycham, powoli odpływam... i wówczas wpada do głowy to idealne zdanie, świetnie opisujące np. odczucia po przeczytanej ostatnio książce. Zapisywać czy nie zapisywać? W sumie to się nie chce... A rano pozostaje tylko poczucie, że "miałam wczoraj świetny pomysł, ale nie wiem, na co" albo - ostatnio bardziej aktualne - "wiem, że wczoraj wymyśliłam jakąś ładną kartkę świąteczną, ale kompletnie nie pamiętam, jaką...". Danie sobie miejsca na odprężenie twórczo pobudza, a czasem po prostu pozwala dotrzeć do świadomości rzeczom, które na co dzień umykają. Nie bez powodu to właśnie technika "wolnych skojarzeń" - przychodzących do głowy jako pierwsze, nieocenzurowanych - stosowana jest w pewnych odmianach terapii psychoanalitycznej. Po prostu daje to przestrzeń na zobaczenie, co chodzi nam po głowie, gdy tej treści nie kontrolujemy. W dalszej kolejności można się zastanowić, dlaczego akurat coś takiego, ale to temat na zupełnie inny wpis...

Być może właśnie wokół tego chciałabym skupić życzenia świąteczne dla Was i dla samej siebie - prawdziwej chwili wytchnienia i spokoju, i zobaczenia, co przynosi teraźniejszość.

Tymczasem wracać kleić kartki i kolorować mandale - prawdziwa kopalnia odprężenia!

Ściskam mocno,
Benia.


Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Żyj Pełniej © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka