Postanowienia a plany noworoczne


postanowienia, nowy rok, herbata, chill, planner
Końcówkę 2015 roku spędziłam offline - zasięg w miejscu, gdzie spędziłam okołosylwestrowy okres, był różny. Nie ominęło mnie jednak kilka "podsumowań roku i moje noworoczne postanowienia" blogosfery. Przez krótką chwilę sama myślałam o zrobieniu podobnego, ale zrezygnowałam. O ile idea podsumowania wydaje się fajna - zbiera treści, które mimo wszystko mogą nam w okresie 12 miesięcy umknąć - o tyle postanowienia już mniej.
Rozważałam przez jakiś czas na temat postanowień noworocznych. Z przykrością stwierdziłam, że prawie nigdy nie udało mi się ich spełnić, choć w przeszłości i tak nie robiłam ich często. Faktem jest, że nie pisałam o nich na blogu czy gdzieś indziej w Sieci, wówczas być może na skutek publicznego zobowiązania motywacja do ich realizacji byłaby większa - przynajmniej tak twierdzi się w psychologii. Śmiem jednak twierdzić, że uświadomienie sobie tego mechanizmu po prostu ten efekt znosi i żaden post - prywatny czy publiczny - nie zmusił mnie i prawdopodobnie nie zmusi do robienia postanowień. Dlaczego?

Postanowienia są zwykle zbyt ogólne, by można było je zrealizować z pełnym sukcesem. W przeszłości zdarzało mi się mnóstwo razy mówić sobie "W tym roku będę więcej ćwiczyć" albo "Od dziś odżywiam się zdrowiej". Tego rodzaju ogólne stwierdzenia zwykle niewiele wnoszą i szybko spychane są do niepamięci, a wracają gdzieś do świadomości przy trzeciej pizzy w miesiącu.

Nie zrozumcie mnie źle - nie chcę demonizować postanowień noworocznych. Ba, uważam, że fajnie jest wraz z Nowym Rokiem postawić sobie jakiś cel, podsumować poprzedni rok i to, co się udało osiągnąć. No ale właśnie... kluczowe jest stawienie sobie celu i wyznaczanie planów, dlatego w tym roku, zamiast postanowiać, planuję. Dokładnie. Być może dla niektórych to mało znacząca różnica sematyczna - w końcu konkretny plan też może być postanowieniem - ja jednak odnoszę się do swoich doświadczeń i do ogólnych postanowień, które niestety bardzo często są zapominane bardzo szybko. Jeśli kiedykolwiek mieliście do czynienia ze szkoleniami, wyznaczaniem sobie celów czy zarządzaniem jakimś projektem, to pewnie słyszeliście, że dobrze wybrany cel (i wiążący się z tym plan) jest przede wszystkim realistyczny, konkretny i mierzalny.

W tym roku po raz pierwszy podchodzę do tematu na poważnie, choć nie spieszę się z robieniem listy planów, bo Nowy Rok i wypada. Stopniowo rozważam, co bym chciała w tym roku osiągnąć i jak to przełożyć na konkretne zadania. Mówiąc szczerze, są to póki co raczej przyziemne sprawy i być może dla niektórych mało warte zachodu jak np. czytanie. Zamiast mówić sobie "Będę więcej czytać", powiedziałam sobie "Każdego miesiąca będę czytać min. 2 książki". W nowozakupionym plannerze na pierwszej stronie styczniowej zapisałam nagłówek "Książki na ten miesiąc" i wymieniłam je.

Być może jest to niewielka różnica nie tyle w treści planów, co w sposobie realizowania ich. W końcu właściwie wychodzę od tego samego "Chcę czytać więcej", a potem to po prostu uszczegóławiam. Z drugiej strony, jestem pewna, że wiele z nas w przeszłości poprzestało na pierwszym zdaniu i z zaskoczeniem odkryło pod koniec roku, że w sumie na liście przeczytanych książek są głównie obowiązkowe lektury np. na uczelnię. Na pewno taki grzeszek jest na mojej liście.

W kwestii planowania noworocznego postanowiłam (heh) też planować... totalnie nienoworocznie. Robienie długiej listy celów na początku roku nie zawsze będzie miało sens, w końcu przed nami 12 miesięcy, podczas których może się wiele wydarzyć. Dlatego też, zamiast w styczniu wymyślać co będę robić przez kolejne 365 dni, skupiam się raczej na tym, co mam w świadomości teraz i będę sukcesywnie plany dopisywać. Dla przykładu - mam w głowie kontynuację tematu slow fashion. Ostatnio zaliczyłam na tym polu małą wpadkę, dokonując nieudanego zakupu, temat nieco przycichł. I pewnie pozostanie cichy, dopóki po prostu nie usiądę nad konkretnym planem planowania garderoby, wrócę do notatek tworzonych w ramach ćwiczeń z odkrywania swojego stylu. Nie zajmuję się nim jednak od razu z początkiem roku - bo wiem, że teraz byłoby to zbyt pobieżne i nieprzemyślane. Mało świadome.

W moim nowym plannerze jest cała sekcja poświęcona planom rocznym - z podziałem na kategorie. Uważam, że to bardzo fajna sprawa do uzupełniania na bieżąco, choć teraz być może wygląda dość mizernie. Trafne według mnie jest też to, żeby popatrzeć na plany kategoriami czy sferami życia, które wymagają według nas udoskonalenia. Być może w pierwszej chwili nie wpadlibyśmy na to, żeby posprzątać tę jedną szafkę do trzymania wszystkiego, jeśli nie podzielilibyśmy planów na np. Karierę, Dom i Zdrowie (dla przykładu), a potem dopisywali do tego konkretny plan na poprawę strefy czy osiągnięcie celu. Kategorie podane w moim plannerze traktuję jako robocze - na pewno zmienię część na swoje lub stworzę nowe.



Tak więc zamiast niejasnych postanowień - konkretne to-do list w ramach kategorii. Dam znać jak się sprawdza!

Życzę na początku roku i sobie, i wam, rozsądku i świadomości w noworocznych planach, a także w ich realizacji. Może mój sposób Wam się przyda, może macie swój - podzielcie się w komentarzach, chętnie poczytam!

Ściskam w mroźny poniedziałek i polecam się też na Facebooku:)

Benia

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Żyj Pełniej © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka